Kto trzyma klucze do europejskich mieszkań

W ciągu ostatniej dekady wartość europejskich nieruchomości wzrosła o ponad 60 proc., a czynsze poszybowały w górę o 20 proc. Dla wielu Europejczyków pojęcie własnego kąta staje się coraz bardziej luksusowe i nieosiągalne. Zmiany demograficzne, zawirowania na rynku energii oraz biurokracja na nowo kształtują krajobraz mieszkaniowy Starego Kontynentu. Jak w 2026 r. wygląda struktura własności, gdzie ceny w Europie biją kolejne rekordy i – co najważniejsze dla rodzimych inwestorów – jak na tym tle wypada Polska?

Według raportu „The State of the Housing Market in Europe: Prices, Ownership, and Building Activity” przygotowanego przez RationalFX europejski rynek nieruchomości jest niezwykle spolaryzowany pod względem form własności. Choć w 2024 r. 68 proc. osób mieszkających w gospodarstwach domowych w UE żyło na swoim, a 32 proc. w najmie – to obraz jest bardziej skomplikowany.

Kto trzyma klucze? Wschód kupuje, Zachód wynajmuje

Liderami w posiadaniu mieszkań i domów na własność pozostają kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Na szczycie europejskiego zestawienia znajduje się Rumunia (94,3 proc.), a tuż za nią są Słowacja (93,1 proc.), Węgry (91,6 proc.) oraz Chorwacja (91 proc.). Polska też znajduje się wysoko ze wskaźnikiem własności na poziomie 87,1 proc. Zupełnie inny model preferują państwa Europy Zachodniej i obszaru niemieckojęzycznego. W Szwajcarii (42 proc.), Niemczech (47,2 proc.) i Austrii (54,5 proc.) dominuje najem. Nie jest to jednak wynik wyłącznie barier finansowych, ale silnej ochrony praw lokatorów, rozwiniętego budownictwa społecznego i długoterminowej stabilności umów, co czyni wynajem w tych krajach w pełni bezpiecznym i pożądanym wyborem na całe życie.

W pionie czy w poziomie? Architektura europejskich rynków

To, w jakim budynku mieszkamy, zależy w Europie od historii, uwarunkowań geograficznych, ale przede wszystkim – od lokalnych rynków nieruchomości. Według raportu RationalFX domy jednorodzinne niepodzielnie królują w państwach o ugruntowanych tradycjach rezydencjonalnych. Liderem jest tu Irlandia (90,2 proc.), a za nią plasują się Holandia (77,1 proc.) i Belgia (76,8 proc.). Na drugim biegunie znajdują się kraje, gdzie gęstość zaludnienia i presja urbanizacyjna wymusiły budownictwo wielorodzinne. W mieszkaniach żyje większość obywateli Hiszpanii (ponad 65 proc.), Łotwy (64 proc.) i Szwajcarii (64 proc.).

Jak na tym tle wypada Polska?

Jesteśmy rynkiem wyraźnie podzielonym, który od lat podlega silnej suburbanizacji. Z jednej strony historyczne dziedzictwo z epoki PRL (wielka płyta) i powrót do gęstej zabudowy w miastach sprawiają, że w metropoliach dominują mieszkania. Z drugiej widać wyraźny trend ucieczki z drogich centrów. Kosmiczne ceny gruntów miejskich wypychają Polaków na obrzeża, co napędza rozlewanie się miast (tzw. urban sprawl) i budownictwo jednorodzinne (często w formie tanich w budowie szeregówek) na przedmieściach Warszawy, Krakowa czy Wrocławia. 

Polacy wciąż marzą o domach z ogródkiem, ale rzeczywistość finansowa i brak zdolności kredytowej wymuszają kompromis.

Cenowe szczyty i doliny

Jeśli spojrzymy na wyceny nieruchomości, Europa pęka na pół. Najdroższym rynkiem w 2026 r. pozostaje niezmiennie Luksemburg, gdzie średnia cena domu dobija do miliona euro, a metr kwadratowy przekracza astronomiczne 11 tys. euro. Tuż za nim plasują się Kopenhaga i Berno. Z kolei na poszukiwaczy tanich aktywów czekają rynki bałkańskie – w Skopje średnia cena nieruchomości wynosi zaledwie 65 tys. euro, a w Sarajewie 132 tys. euro.

Gdzie w tym zestawieniu znajduje się Polska?

Warszawa i polskie miasta regionalne przestały być „tanim Wschodem”. Po gigantycznych wzrostach z lat 2023–2024 średnie ceny ofertowe w stolicy na początku 2026 r. ugruntowały się powyżej bariery 16–18 tys. zł za metr kwadratowy (ok. 3700–4200 euro). 

Nominalnie wciąż płacimy mniej niż w Paryżu czy w Monachium, jednak analizując rynek przez pryzmat parytetu siły nabywczej (czyli tego, ile metrów kwadratowych można kupić za średnią krajową pensję), polskie nieruchomości stały się jednymi z najmniej przystępnych w Europie.

Węgierska gorączka i polskie wyczekiwanie

Pomiędzy III kwartałem 2024 a III kwartałem 2025 r. europejski rynek zanotował średni wzrost cen rzędu 5,5 proc. Jednak dynamika w poszczególnych krajach diametralnie się różni. Według RationalFX absolutnym liderem wzrostów okazały się Węgry (+21 proc.) napędzane brakiem podaży oraz Portugalia (+17,7 proc.), która wciąż przyciąga zagraniczny kapitał. W tym samym czasie dojrzałe rynki Europy Zachodniej (np. Francja czy Szwecja) weszły w fazę stagnacji, a Finlandia zanotowała nawet spadki.

Jesteśmy w zupełnie innej fazie cyklu niż rozgrzane do czerwoności Węgry. Po turbulentnym okresie napędzanym rządowym programem Bezpieczny Kredyt 2 proc. polski rynek w 2026 r. wszedł w fazę wyraźnego ochłodzenia. Dynamika wzrostów drastycznie wyhamowała. 

Mamy do czynienia ze zjawiskiem wojny nerwów – klienci, mierzący się z wciąż wysokimi stopami procentowymi i brakiem nowych dopłat, wstrzymują się z zakupami. Z kolei deweloperzy wprowadzają na rynek pule mieszkań z pozwoleń uzyskanych w szczycie boomu, co prowadzi do rekordowego nawisu niesprzedanych lokali. Zamiast oficjalnych obniżek cen ofertowych polski rynek pierwotny w 2026 r. żyje ukrytymi rabatami: darmowymi komórkami lokatorskimi, miejscami garażowymi w cenie czy harmonogramami płatności 10/90.

Kto buduje najwięcej?

Jeśli chodzi o nowe inwestycje, raport RationalFX wskazuje na Maltę jako europejskiego lidera w budownictwie per capita (162 pozwolenia na 10 tys. mieszkańców), napędzaną popytem ze strony zamożnych rezydentów spoza UE. Wysoko plasują się również Albania (86 pozwoleń) i Francja (72). W wartościach bezwzględnych gigantem pozostaje Turcja oddająca do użytku setki tysięcy mieszkań po niszczycielskich trzęsieniach ziemi.

W Polsce, która przez ostatnią dekadę była jednym z liderów deweloperki w UE, rok 2026 upływa pod znakiem optymalizacji. Wysokie koszty wykonawstwa, drogie materiały i drogi pieniądz zniechęcają firmy do rozpoczynania potężnych, wieloetapowych projektów. 

Wyjątkiem pozostaje sektor najmu instytucjonalnego (PRS) – fundusze wciąż widzą w Polsce ogromny potencjał, zwłaszcza że młodych Polaków coraz częściej po prostu nie stać na kredyt hipoteczny, co naturalnie przesuwa nasz kraj w stronę zachodniego modelu społeczeństwa najemców, o którym mowa była na początku raportu.

 

fot. Pexels/photomix-company

Udostępnij artykuł
Napisane przez