Rynek centrów danych w Europie przyspiesza, a Polska próbuje wykorzystać moment, w którym AI, chmura i walka o moce przyłączeniowe przestają być technologicznym tłem, a stają się twardym tematem infrastrukturalnym. Z raportu CBRE „European Data Centres” wynika, że krajowy rynek data center, dziś szacowany na ok. 200 MW, może urosnąć do 500 MW do 2030 r.
W IV kwartale ub.r. w Europie oddano do użytku 517 MW nowych centrów danych, a w całym roku 859 MW. Trzy czwarte nowej podaży przypadło na pięć największych rynków: Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin. Sam Londyn i Frankfurt dołożyły łącznie 433 MW, czyli połowę całej nowej podaży w Europie. Jednocześnie 25 proc. dostarczonej w 2025 r. mocy trafiło już na rynki drugiej ligi, do których CBRE zalicza m.in. Warszawę.
Najważniejszy wniosek jest jednak inny: Europa zaczyna mieć problem nie z popytem, lecz z jego obsłużeniem. CBRE prognozuje, że w 2026 r. zapotrzebowanie sięgnie 848 MW i znów przewyższy nową podaż, szacowaną na 710 MW. Byłby to czwarty taki przypadek w ciągu pięciu lat. W efekcie wskaźnik pustostanów ma spaść do rekordowo niskiego poziomu 5,7 proc. Równolegle hyperscalerzy rozwijają własne obiekty: segment self-build ma w tym roku osiągnąć 4,2 GW, czyli być o 24 proc. większy niż rok wcześniej.
W takim układzie Polska dostaje szansę. Warszawa pozostanie głównym hubem, a projekty o mocy 5–10 MW w rejonie stolicy mają być atrakcyjne dla inwestorów i operatorów. Coraz większe znaczenie mogą jednak zyskiwać także lokalizacje regionalne – od Bełchatowa i Szczecina po Bielsko-Białą i Choczewo – szczególnie tam, gdzie dostępna jest wysoka moc przyłączeniowa i teren da się szybko przygotować pod inwestycję.
To właśnie energia, a nie sam grunt, jest decydująca. Jeśli Polska ma się liczyć w wyścigu o centra danych, musi wygrać zmagania nie tylko o kapitał, ale przede wszystkim o prąd, procedury i czas. W centrach danych to dziś trzy najcenniejsze zasoby.
fot. Pexels/brett-sayles