Na rynek nieruchomości coraz częściej wracają słowa, które jeszcze niedawno brzmiały podejrzanie: wzrost, ekspansja, nowe transakcje, większy popyt. Podejrzliwość była zresztą całkiem uzasadniona. Po kilku latach korekty rynek zdążył się nauczyć, że pojedynczy lepszy kwartał jeszcze niczego nie przesądza, a pierwsza jaskółka potrafi długo latać sama.
Tym razem sygnałów jest jednak więcej i pojawiają się w miejscach, które przez dłuższy czas dawały mało powodów do entuzjazmu.
Biura znów zaczynają przyciągać uwagę kapitału, szczególnie w naszej części Europy. Najlepsze powierzchnie są coraz trudniejsze do znalezienia, nowej podaży przybywa niewiele, a czynsze prime mają przestrzeń do dalszego wzrostu. Równocześnie sztuczna inteligencja, która miała stać się kolejnym argumentem za kurczeniem rynku biurowego, komplikuje ten obraz. Firmy mogą potrzebować mniej metrów, ale za to bardziej elastycznych, lepiej wyposażonych i lepiej dopasowanych do nowego sposobu pracy. Poprzeczka podnosi się szybciej, niż znika popyt.
W inwestycjach również pojawiają się ruchy, których jeszcze niedawno brakowało. Są sprzedaże z najmem zwrotnym, nowe joint ventures, zakupy gruntów za dziesiątki milionów złotych i kapitał szukający ponownie miejsca w sektorach, które kilka lat temu wypadły z łask. Także logistyka dorzuca do tego swoje trzy grosze. Popyt netto mocno przyspieszył, a istotną część aktywności generują firmy z Chin. Jednocześnie coraz ciekawiej wyglądają miasta poza największymi hubami.
I może właśnie na tym polega obecna zmiana. Aktywność wraca, ale pobłażliwość już nie. Dobre aktywa znów mają wiatr w plecy, słabsze coraz mniej miejsca na wymówki. Czy to już koniec podejrzeń? Jeszcze nie. Ale po raz pierwszy od dawna rynek daje coraz mniej powodów, by podejrzewać, że poprawa jest tylko chwilowa.
Zapraszam do prenumeraty i współpracy,
Tomasz Szpyt, redaktor naczelny
Fot. Justyna Sieczka/Pexels