Certyfikat to nie kwiatek w butonierce

Certyfikacja budynków przeszła w Polsce drogę od rynkowej etykiety do narzędzia selekcji aktywów. Jeszcze niedawno była znakiem jakości, argumentem w rozmowach z najemcami i sposobem na pokazanie, że inwestor rozumie zieloną agendę. Raport PLGBC „Zrównoważone certyfikowane budynki 2026” pokazuje już inny etap rynku: certyfikat coraz rzadziej opisuje ambicję, a coraz częściej weryfikuje odporność budynku – na koszty energii, regulacje, wymagania finansowania i oczekiwania użytkowników.

Skala jest duża. W marcu br. całkowita powierzchnia użytkowa certyfikowanych obiektów w Polsce osiągnęła 57,6 mln mkw., a liczba certyfikowanych budynków wzrosła do 2829. Jednocześnie PLGBC odnotowuje najniższą od początku analiz dynamikę wzrostu liczby obiektów – 15 proc. To ważny sygnał. Rynek nie tyle traci impet, ile przechodzi z fazy ilościowej ekspansji do fazy porządkowania. Certyfikacja staje się mniej efektem mody, a bardziej częścią infrastruktury transakcyjnej, finansowej i operacyjnej.

Najmocniej widać to w zmianie struktury. 

Przez lata naturalnym polem certyfikacji były biurowce. To w nich oczekiwania międzynarodowych najemców, funduszy i banków najszybciej wymuszały standardy BREEAM, LEED czy WELL. Teraz środek ciężkości przesunął się w stronę logistyki i przemysłu. Sektor magazynowo-przemysłowy odpowiada już za ponad 55 proc. certyfikowanej powierzchni oraz ponad 38 proc. liczby budynków. W praktyce oznacza to niemal 32 mln mkw. powierzchni.

To przesunięcie mówi więcej niż sam ranking segmentów. Magazyn przestał być tylko technicznym zapleczem łańcucha dostaw. Stał się miejscem, w którym materializują się koszty energii, emisje, strategia ESG najemcy, potencjał OZE i ryzyko operacyjne. PLGBC podaje, że certyfikowana powierzchnia magazynowa wzrosła o 17 proc., a jej udział w całkowitej nowoczesnej powierzchni magazynowej sięgnął 85 proc. Rok wcześniej tempo było znacznie wyższe, ale baza była mniejsza. Teraz rynek pracuje już na dużych liczbach.

Biurowce pozostają z kolei segmentem najbardziej nasyconym. Według obliczeń PLGBC certyfikaty obejmują 99 proc. nowoczesnej powierzchni biurowej w Polsce. To poziom, przy którym sam certyfikat przestaje odróżniać budynek. Różnice zaczynają przebiegać głębiej: przez jakość danych, poziom oceny, efektywność użytkowania, emisje operacyjne, komfort użytkowników i zdolność aktywa do przejścia przez kolejne warstwy raportowania.

Coraz ciekawsza staje się mieszkaniówka. Liczba certyfikowanych budynków mieszkalnych wzrosła do 423, o 60 więcej niż rok wcześniej, a ich powierzchnia przekroczyła 1,7 mln mkw. Dominuje BREEAM z 313 budynkami, ale mocną pozycję buduje też Zielony Dom z 96 obiektami. To zmiana warta odnotowania – sektor mieszkaniowy długo pozostawał na uboczu certyfikacyjnej dyskusji. Teraz presja kosztów energii, zielone finansowanie, taksonomia i rosnąca świadomość klientów przenoszą standardy znane z rynku komercyjnego także do mieszkań.

Druga zmiana jest mniej widoczna, ale może ważniejsza. 

Systemy certyfikacji same stają się bardziej wymagające. BREEAM International New Construction v7 wzmacnia analizę śladu węglowego w całym cyklu życia budynku, efektywność energetyczną w fazie użytkowania, transparentność danych i powiązanie z raportowaniem ESG. LEED v5 idzie w podobną stronę: większe znaczenie mają elektryfikacja, emisje operacyjne, odporność budynków i ciągłe monitorowanie jakości środowiska wewnętrznego.

To oznacza koniec certyfikatu jako eleganckiej plakietki przy wejściu. Rynek oczekuje dowodu, że budynek potrafi działać w świecie drogiej energii, regulacyjnej presji i coraz bardziej szczegółowych wymogów raportowych. Liczą się dane dotyczące energii, wody, emisji, materiałów, jakości powietrza, komfortu użytkowników i odporności na klimat.

 

Pełny raport dostępny jest na stronie PLGBC pod tym LINKIEM

 

fot. Pexels/udi

Udostępnij artykuł
Napisane przez