Kapitał wraca na rynek, ale nie wraca do starych przyzwyczajeń. To chyba najkrótsze i najuczciwsze podsumowanie nastrojów, które wyłaniają się z danych, transakcji i rozmów z ostatnich tygodni. Po dwóch latach korekt, zamrożonych decyzji i rozciągniętych procesów inwestycyjnych coraz więcej graczy znów jest gotowych działać, pod warunkiem że ryzyko jest policzalne, a wycena ma sens.
Globalnie widać to w deklaracjach inwestorów szykujących setki miliardów dolarów na nieruchomości, ale równie wyraźnie w lokalnym krajobrazie. Na polskim rynku coraz mocniej zaznacza się kapitał krajowy: prywatny, rodzinny, sukcesyjny. Nie jako chwilowy substytut kapitału zagranicznego, lecz, dobrze byłoby wierzyć, że jako trwały element struktury rynku. Mieszkania, parki handlowe, mniejsze formaty, selektywne transakcje – to dziś obszary, w których w kraju decyzje zapadają szybciej niż w dużych, zinstytucjonalizowanych funduszach.
Jednocześnie rok 2026 nie zapowiada się jako czas szerokiego odbicia. To raczej początek selektywnego ożywienia: większa konkurencja tam, gdzie wyceny już się ustabilizowały, rosnące znaczenie partnerstw, secondaries oraz strategii opartych na aktywnym zarządzaniu. Warte odnotowania jest też, że biura wracają na top, living i logistyka pozostają fundamentem portfeli, handel odżywa, a hotele znów trafiły na radary.
W ubiegłym tygodniu prezentowaliśmy optykę znad Wisły, w tym wyjrzeliśmy w szeroki świat. Dużych różnic nie jest za wiele, ale sporo elementów wspólnych. Wychodzi na to, że inwestorzy mają dość czekania na lepsze jutro, choć przy wyborach będą wybredni. My z kolei z ochotą oddajemy kolejne, 235 wydanie „Property Insidera” z solidną porcją nieruchomościowych newsów, a ja serdecznie zapraszam do prenumeraty i lektury.
Tomasz Szpyt, redaktor naczelny
fot. Rudonni/Pexels